
Muszę lepiej stawiać granice.
Powinnam być bardziej kochająca.
Złość? Nie dotykaj patykiem! Złość jest gorsza od dżumy!
Niech tylko takie myśli pojawią się w naszych głowach, a już wiemy, że coś jest z nami nie tak: nie stawiamy granic dobrze, nie jesteśmy wystarczająco kochający i… niech to szlag… bywamy wrogo nastawieni do świata.
A więc spokój i szczęście są poza naszym zasięgiem. Przynajmniej dopóki jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Wszyscy przecież wiemy, że złość błogości szkodzi. Brak granic i wyrozumiałości wobec innych – też.
Efekt? Błyskawiczne poczucie nieadekwatności i chroniczne próby naprawienia siebie, które nazywamy samorozwojem. Problem w tym, że takie próby to znak, że już tkwimy w pułapce ego. I każdy ruch, który wykonamy z intencją ulepszenia siebie, tylko ją wzmocni.
Dlaczego tak się dzieje? I jakie pytanie nas z tej pułapki uwolni? O tym właśnie jest ten tekst.
Zanim jednak przejdziemy dalej, warto ustalić, co mam na myśli, mówiąc „ego”. Bo używam go tu we wschodnim rozumieniu tego słowa. A:
w Filozofiach Wschodu ego ma inne znaczenie niż w potocznym języku
czy nawet w zachodnich nurtach psychoterapeutycznych.
Na Wschodzie ego to konstrukt mentalno-energetyczny, który deformuje naturalny przepływ energii życiowej, chi (qi), ki, prany przez nas.
To fałszywa tożsamość, maska, którą nosimy tak długo, że sami zaczęliśmy w nią wierzyć. I nieświadomie gramy różne role: dobrej matki, człowieka sukcesu, artysty, czy nawet ofiary życiowej. Jednak nawet gdy zbieramy oklaski za świetny występ i czujemy chwilową euforię, po chwili dogania nas dziwna pustka, smutek, że czegoś nam brakuje, tęsknota za czymś nienazwalnym.
(NB: Nie ma tu miejsca na „zdrowe ego”. To nie oznacza, że to pojęcie jest z natury złe czy głupie. Tylko to, że warto być ostrożnym, używając słowa „ego”. Są bowiem nurty, w których „zdrowe ego” ma sens.)
Dlatego na Wschodzie ego to zarówno:
Jestem taka cudna! Aż dziw, że ciamajdy wokół tego nie widzą. Psiakość. Ciamajdy są głupie, aroganckie, czy po prostu wredne?
Ale też:
Rety, lepiej nie zaglądać w siebie. Jestem tak porażająco nieporadny i zagubiony, że aż dech mi odbiera na myśl o tym. Lepiej zajrzę do Excela, pójdę na siłownię, albo wyjadę na egzotyczne wakacje. Cokolwiek, byle tylko moja uwaga nie zaplątała się w wewnętrznym piekle.
Autentyczna praca nad sobą nigdy nie polega na naprawianiu siebie
Bo problemem nigdy nie jest to, że nie jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być.
Problemem jest jedynie to, że nie mamy kontaktu ze sobą.
Bo nieświadomie gramy role i nakładamy maski, na które się sami nabieramy.
Autentyczna praca nad sobą polega na żmudnym rozpoznawaniu tych masek i ostrożnym odklejaniu się od nich. Stawianie granic, czy bycie życzliwym wobec innych, nie jest kwestią umiejętności, które musimy zdobyć. Tylko naszym stanem naturalnym. Który pojawia się od razu, gdy… puszczamy role „pomocnego człowieka”, „twardej babki”, „racjonalisty” i energia zaczyna przez nas swobodnie przepływać.
Naprawianie siebie zaś oznacza, że nabraliśmy się na naszą fałszywą tożsamość. Że uwierzyliśmy, że rzeczywiście jesteśmy do bani. Czyli już tkwimy w pułapce ego i nawet nie jesteśmy tego świadomi.
Dlatego pytanie, które warto sobie regularnie zadawać, brzmi:
Czy próbuję się właśnie naprawić/ulepszyć? Czy raczej poznać/zobaczyć?
Dla pewności, próbujemy się naprawić, gdy zadajemy sobie pytania typu:
Co powinnam czuć w takiej sytuacji? Co zrobić, żeby nie czuć tego, co akurat czuję? Co powinnam teraz zrobić/jak się zachować, żeby nie wyjść na (…wstaw dowolnie…)?
A gdy próbujemy się poznać, takie:
Co ja dokładnie czuję w tej chwili i dlaczego? Czego potrzebuję? Jak mogę najlepiej o siebie zadbać w tej sytuacji?
Gdzie dbanie o siebie oznacza spełnianie naszych autentycznych potrzeb, a nie chceń ego, rzecz jasna. O tym, jak je szybko odróżnić przeczytasz tutaj.
Smutna prawda o samorozwoju jest taka: czujemy się nieszczęśliwi i nie lubimy siebie tylko i wyłącznie dlatego, że w dzieciństwie byliśmy karani za bycie sobą i nagradzani za postępowanie wbrew sobie. Jeśli nie zaczniemy sobie zdawać sprawy ze skali przemocy, której doświadczyliśmy, będziemy tą przemoc wobec siebie kontynuować w każdej chwili dorosłego życia. Nawet wtedy, gdy wierzymy, że się „samo rozwijamy”.
Choć pisałam o tym powyżej, podkreślę to jeszcze raz, bo to fakt, który najczęściej nam umyka i wpędza nas w pułapkę fałszywego samorozwoju.
„Jestem nieporadna i beznadziejna” to też fałszywa tożsamość
To maska, którą musieliśmy nosić w dzieciństwie, w którym byliśmy karani za wszelkie akty samostanowienia. A nagradzani, gdy ucinaliśmy własne potrzeby / opinie i podporządkowywaliśmy się opiekunom.
Innymi słowy, granie roli skrajnie nieporadnej istoty było gwarantem naszego bezpieczeństwa. A ponieważ dzieciństwo trwa wiele lat, ta maska przyrosła nam do twarzy.
Gdy ego przejmuje kontrolę nad naszą pracę nad sobą, zamiast przebijać się przez tą maskę, nabieramy się, że to nasza prawdziwa twarz i wpadamy w panikę: AAAA! Jestem do dupy! Jak ktoś mnie zobaczy, to po mnie. Muszę się zmienić, muszę się ogarnąć. I to szybko, bo życie ucieka!
I zaczynamy budować warstwę kompensującą, czyli inną maskę.
A gdy naczytamy się o samorozwoju, warstwę kompensującą budujemy dokładnie tak, jak tam opisano.
Czyli zaciskamy zęby, przełykamy złość i gramy bezwarunkową miłość do innych. Tylko co z tym cholernym stawianiem granic? Shit! Jak ja mam to zrobić? Jak postawić granice i jednocześnie bezwarunkowo kochać? Fuck. Nie wychodzi mi to. Najwyraźniej jednak jestem bardziej popsuta niż myślałam.
I utykamy w pułapce ego, czyli w jego oryginalnej warstwie: Jestem beznadziejna. Muszę się ogarnąć/naprawić.
A potem kręcimy się w kółko.
* * *
Warto zauważyć, że ego maczało paluszki nawet w samym terminie „samorozwój”. Bo choć to słowo nieźle się sprawdza, gdy nabywamy techniczne umiejętności, typu: nauka chińskiego, czy prowadzenia negocjacji, to jednak ściąga nas na manowce, gdy pracujemy nad sobą. Bo sugeruje, że tacy, jacy jesteśmy jest niewystarczające i musimy się „rozwinąć”, żeby stać się OK. Podczas, gdy kierunek jest dokładnie odwrotny: tacy, jacy jesteśmy jest OK. Żeby to zobaczyć, musimy „zwinąć” maski i fałszywe tożsamości.
* * *
Jeśli chcesz podrążyć temat, zajrzyj do tych tekstów:
Kochaj siebie, inaczej frajer z ciebie i trąbka – przeczytasz tu o tym, jak ego sprytnie przerabia samoakceptację na maskę, bez której nie możesz wyjść z domu.
Niewidzialna przemoc, czyli dlaczego nie umiesz postawić granic? – tekst o tym, że nie musisz się uczyć stawiać granic, wystarczy przestać udawać, że ich nie masz.
A jeśli poczułeś presję, że rety, muszę się pozbyć tego ego i to szybko, koniecznie zajrzyj do Dlaczego ego to nic złego? Czyli 7 kroków do oswojenia własnej ciemności.
* * *
Ego to nie tylko „ach, jestem taka cudowna, że klękajcie narody”, ale też „rety, jestem do bani! nic dobrego mnie już w życiu nie spotka”. Choć zazwyczaj nie mamy problemu z rozpoznaniem tego pierwszego, na to drugie nabieramy się notorycznie. I zamiast usiąść i przejrzeć fałsz tej „beznadziejnej” tożsamości, zaczynamy naprawiać siebie.
I zamiast uwalniać się z fałszywych ról i obowiązków, zaczynamy dodawać sobie kolejne. Już nie tylko muszę być skuteczna i komunikatywna, ale też kochająca, cierpliwa, wybaczająca i co tam jeszcze 24/7. Nic dziwnego, że zamiast spokoju, czujemy narastające napięcie i zmęczenie.
Jak się jednak łatwo domyślić, głęboki spokój i szczęście nie są efektem nakładania kolejnych masek, nawet najpiękniejszych. Tylko ostrożnego zdejmowania tych masek, które już nosimy. Dzięki temu energia zaczyna w nas krążyć swobodnie. A my zaczynamy się czuć dobrze sami z sobą.
Dlatego warto od czasu do czasu zadać sobie pytanie:
Czy próbuję się właśnie ulepszyć, czy raczej poznać/odzyskać kontakt ze sobą?
To pytanie pomoże nam wrócić na ścieżkę do siebie.
Jednak nasze fałszywe tożsamości są tak bardzo zrośnięte z poczuciem „ja”, że na co dzień nawet nie podejrzewamy, że to nie my prawdziwi. I musimy włożyć sporo uważnego wysiłku, żeby odróżnić siebie od masek. Dlatego, w moim odczuciu, ścieżkę tą Lao Tsu opisał tak:
„Tylko ci, którzy uwalniają się z siebie, stają się sobą.”
Dziękuję, wreszcie;). Po pierwszym czytaniu super że rozprawiasz się z pojmowaniem ego. Twór ten jest cwany w swojej postaci 🤣😂 i zgadzam się działa w wielu kierunkach.. by nas zawłaszczyć, a właściwie naszą uwagę i energię. Z drugiej strony .. jest taki nasz osobisty 😉 udowadniający, że tylko on wie co słuszne i dobre dla nas. Jeszcze kilka razy przeczytam.😋🤣. Tymczasem jeszcze raz dziękuję za dzielenie się.
Fajnie Cię tu widzieć Jacki :) swoją drogą ten tekst był zainspirowany twoim życzeniem w którymś z komentarzy, żebym doprecyzowała, jak rozumiem termin „ego” :) fajnie, że dodałeś, że ego zawsze wie co słuszne i dobre dla nas. też tak to widzę. nazywam to „fałszywą wiedzą”, albo „iluzjami ego”. pozdrawiam <3
💗
Poskładałem se;). Chyba już wiem jak postrzegasz ego i w tej kwestii postrzegam je podobnie, może nawet tak samo. W takim postrzeganiu też zgadzam się, że nie ma pozytywnego ego a właściwie takiego które nam służy. W końcu to my stajemy się sługą ego i jego manipulacji. Czy uważasz że dobór słów praca nad sobą już w sama w sobie nie przeciąga nas w niewłaściwym kierunku? Bo przecież poznawanie samego siebie to nie praca, to forma procesu poznawczego. To według mnie jedna z pułapek językowych sugerujących że coś musimy wykonać. Zgadam się nie musimy się naprawiać, zmiany pojawią się same (tj. zaczniemy je) jeśli poznamy siebie i tego co tak naprawdę odczuwamy. Tylko czy my wszyscy tak samo zrozumiemy to magiczne pytanie o którym piszesz? Ja sądzę, że nie :) Dla jasności uważam że jest bardzo dobre :). Podoba mi się porównanie naszych ról do masek:). Uważam, że za całe to „zło” ubierania ich nie tylko ego odpowiada, to nasze uwarunkowania, społeczne i przez to tworzone klateczki w które jak na obrazku jesteśmy wsadzani na początku naszego życia (lub nie, jeśli ktoś trafił na starcie na dobre warunki) a z biegiem czasu sami sobie tworzymy własne czasem złote kalateczki i tu ego świetnie nam w tym pomaga :). Zgadzam się że pytanie o motyw dlaczego chcę coś zmienić w sobie i czy to wynik z samopoznania to dobre pytanie. Bardzo dobre, choć wtedy pojawia się pułapka w którą większość z nas wpada odpowiedzialność za własne życie :) a tak to nie ja .. to świat oni i tak dalej…. co skrupulatnie podpowiada nam nasze „kochane” egooo. Tak, ego maczało paluszki w samorozwoju, bo samo rozwój po prostu się dzieje tak jak piszesz w momencie uświadamiania się siebie a nie fałszywek opinii głoszonych przez ego :)
„Tylko ci, którzy uwalniają się z siebie, stają się sobą.” przeniesienie na polski sposób rozumienia komplikuje :) Zgodnie z tym co piszesz lepiej brzmiałoby … Tylko ci, którzy uwalniają się masek, stają się sobą.
Jeszcze raz dziękuje, że piszesz i mogę czytać. Powodzenia i nadal uważam że zebranie tego w książkę jest dobrym pomysłem. Wiem, że to dużo pracy, ale wykonałaś olbrzymią pracę i pisząc to nie zamierzam karmić Twego ego . Twój blog to zbiór informacji o czymś z czym chyba każdy z nas ma do czynienia :)
Czy uważasz, że w życiu możemy być bez ego? Nie chodzi mi o to czy możemy funkcjonować na własnym warunkach bo to na pewno, tylko czy samo życie bez ego to już jego uśmiercenie w nas jego kaput jest możliwe.. czy tak naprawdę bytek se jest, my o nim wiemy, świadomie se żyjemy i nie karmimy naszego wirtualnego podróżnika?
Może już o tym napisałaś, a ja przegapiłem .. to powtórz, poproszę :)
Tak, praca nad sobą to też nie jest świetny termin :) Był o tym akapit, że używam tego terminu jako skrótu myślowego na „praca nad swoim nastawieniem do siebie”. ale go wywaliłam, bo za każdym razem jak zaczynam pisać tekst, to myślę „tym razem taki malutki tekst napiszę”. A potem się każdy rozrasta i rozrasta i na koniec kasuję wszystko, co nie jest niezbędne, bo inaczej by to były teksty-giganty. I najwyraźniej teraz ciachnęłam coś niezbędnego :D Ale na szczęście wyłapałeś. Merci :)
Dodałam wyjaśnienie do cytatu z Lao Tsu ;) Dzięki za podzielenie się wątpliwościami.
Jeśli pytasz o prawdopodobieństwo, że z nas spadną wszystkie role i maski, to myślę, że każdy z nas takich momentów doświadcza. Ale, żeby spadły już tak na amen, to tu jest tekst, w którym się prześlizguję po tym temacie: https://bezego.com/2015/08/30/dlaczego-ego-to-nic-zlego-czyli-7-krokow-do-oswojenia-wlasnej-ciemnosci-2/
Dziękuję ☺️
Dziękuje ❤️🙏
20lat naprawiam siebie 😭
Dziękuję Lu za podzielenie się. Twój komentarz świetnie oddaje słodko-gorzkie uczucia, które pojawiają się na każdym kroku na ścieżce do siebie: gorzkie, bo dlaczego tyle lat straciłam na zamęczanie siebie? I słodkie, bo w końcu to zobaczyłam. Znam to bardzo dobrze z autopsji. Powodzenia i ściskam <3
Miriam, czytam Twój blog od dawna. Myślę, że powinien być lekturą obowiązkową dla wszystkich. Ten tekst również. Dziękuję i życzę wszystkiego najlepszego.
Hej. Ja chciałem się przywitać, mimo że blog śledzę od wielu lat 🥰
I odzywam się po tych wszystkich latach, bo dopiero teraz zrozumiałem, że mogę się bez wstydu odezwać i porozmawiać na równi z kimś „tak rozwiniętym i oświeconym”…
Ja czekałem na dyplom z mojego samorozwoju. Czekałem na certyfikat umożliwiający mi wejście do elit ludzi „zdrowych”. Ba! Kiedyś nawet ochrzaniłem moją terapeutkę żądając określenia daty końca mojej terapii (czytaj: daty kiedy stanę się człowiekiem doskonałym). Podchodziłem do tego jak do procesu reklamacji zepsutego telewizora.
Jakież to wszystko jest subtelne, zwinne i podstępne… I jaka gorzka była chwila kiedy otrzymałem w końcu dostęp do prawdy o sobie, o której ty tu piszesz.
Pozwolę sobie jeszcze na chwilę słabości. Trudno mi jest samemu z tymi odkryciami. Chciałbym teraz łazić po świecie i opowiadać wszystkim o moich wewnętrznych odkryciach do upadłego. Tak jakby „wygadanie z siebie” tego tematu miało być receptą na to, że prawda stanie się, cóż, mniej prawdziwa. Taki mój nawyk, gdzie wewnętrzne konflikty najechtniej oddelegowuje na zewnątrz.
Nawet teraz pisząc ten komentarz bombardują mnie myśli: „znowu źle robisz”, „źle o sobie piszesz, nie możesz być taki negatywny”, „po co tak paplasz wszystko, przecież wiesz, że potem przyjdzie wstyd”.
I nawet sporo prawdy w tych myślach. Ale prawdą jest też to, że bardzo potrzebuję znalezienia kogoś kto mnie po prostu posłucha i zobaczy. Nic więcej.
Dziękuję za uwagę i za piękne artykuły, które wpadają na mają skrzynkę mailową dokładnie zawsze wtedy, kiedy powinny.
Hej Seb, cieszę się, że się odezwałeś i podzieliles swoim doświadczeniem. Widzę to tak samo: nasze mechanizmy obronne SĄ subtelne, zwinne i podstępne (przynajmniej z punktu widzenia świadomego ja). To nie jest słabość. Bycie autentycznym i wyrażenie siebie nigdy nie jest słabością. Potrzeba dzielenia się swoimi odkryciami jest naturalna. Smutne jest to, że niewiele jest osób, z którymi można się tym podzielić. Życzę ci z całego serca, żebyś je znalazł. Pozdrawiam mocno.
Dziękuję za nowy tekst. Ja też jestem ich fanką od lat i mimo że we mnie w tym czasie zaszło wiele zmian i przyswoiłam sporo wiedzy, to Twoje wnikliwe rozumowanie i oryginalny styl pisania nadal są dla mnie czymś wyjątkowo cennym (i celnym;)). Dobrze że jesteś!:)))
Dziękuję za ciepłe słowa, Agata 🌿
Miriam, dziękuję. Twoje teksty zapraszają do myślenia nad sobą i zadawania pytań. Czego ja tak naprawdę chce od życia? Co jest dla mnie ważne I td. Jestem w przełomowym momencie na wielu polach i chciałam Ci podziękować, bo to aż niesamowite jak czasami przychodzi do nas dokładnie to co powinno i dokładnie w tym momencie w jakim powinno. Przypadek? Nie sadze:) pozdrawiam serdecznie .
Też nie wierzę w przypadki 🙂 Życzę udanych przełomów, dziękuję i również pozdrawiam.
„Wyzwalaj siebie dla siebie” – jak pisał Seneka <3
Mam pewien pomysł.. z racji dzisiejszego „szalonego” świata i tego że ego oddala nas od życia.. bo „więcej , lepiej, szybciej” dla nas, ciekaw jestem jak widzisz jego rolę w kwestiach uzależniania się od technologii a właściwie AI, którego już używania miesza naszej rzetelności a w najbliższych 3 .. może nawet krócej latach całkowicie przebuduje postrzeganie rzeczywistości (tak przynajmniej ja sądzę) jeszcze bardziej odciągając nas od życia i siebie, według mnie właśnie całkowicie wykorzystując właśnie nasze ego.. Dziś.. teraz świat technologii.. i to takiej, która w dużej mierze nie jest już dla nas a wręcz my stajemy się dla niej … produktem substytutem. Nigdy wcześniej przynajmniej w tym co opisane i znane świat tak nie wygladał.. odnośnie komentarza to Twój wybór czy go puścisz czy zostawisz sobie:), nie tyczy tego wpisu.. więc nie na temat 🫣🤣😂To też nie jest jakieś zamówienie po prostu ciekawość.. bo przecież życie dzieje się teraz🤣😂. I zdaję sobie sprawę że wcale możesz mieć chęci albo czasu. Jednak jeśli uznasz, że masz ochotę i czas to z radością przeczytam. Lubię Twoje opisy ☺️ i styl pisania. Pozdrawiam.